Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 lutego 2016

Projekt crowdfundingowy na Polak Potrafi, czyli pomóżmy spełnić marzenie!

Kilka dni temu, na platformie Polak Potrafi, która zajmuje się finansowaniem społecznościowym (crowdfunding), ruszył projekt, którego celem jest zebranie środków finansowych na wyjazd młodego, zdolnego zawodnika na Mistrzostwa Świata w triathlonie na dystansie 1/2 Ironmana (1,9 km pływania-90 km jazdy rowerem-21,1 km biegu). Mistrzostwa te odbędą się 4 września 2016 roku w Australii, w miejscowości Mooloolaba. I właśnie głównie ze względu na tak egzotyczne miejsce, sfinansowanie takiego wyjazdu, dla przeciętnej osoby jest dość kosztowne. Dodam, że chodzi tutaj o Mistrzostwa Świata amatorów, więc nie ma szans na jakiekolwiek dofinansowanie z Polskiego Związku Triathlonu. Dlatego jeżeli ktoś z Was czyta przypadkiem ten wpis i ma chęć oraz możliwość pomocy, proszę, niech przekaże choćby najmniejszą kwotę właśnie na ten projekt. Można wpłacić nawet 1 zł.
Więcej o samym zawodniku, o całym projekcie oraz o Mistrzostwach Świata można przeczytać właśnie na stronie projektu:

https://polakpotrafi.pl/projekt/ironman-australia-2016

Zachęcam wszystkich do wspierania i pomagania takim osobom, ponieważ naprawdę warto inwestować w polskich młodych, zdolnych sportowców!

fot. Ironman


niedziela, 1 listopada 2015

2. Amber Expo Półmaraton Gdańsk

Po zakończeniu startów triatlonowych, jesień miała być dla mnie okresem typowo biegowym. Z resztą pewnie podobnie, jak u sporej części tri-amatorów. ;) Razem z trenerem postanowiliśmy, że nie będziemy robić typowego roztrenowania, jednak treningi rowerowe poszły w zupełną odstawkę. Basen zaś pojawiał się sporadycznie, ale bez żadnych dużych objętości i mocnych akcentów. Takie zwykłe podtrzymanie, żeby nie zapomnieć jak się pływa. ;) Gdzieś pod koniec sierpnia, przed ostatnim startem triathlonowym w sezonie 2015, pojawił się pomysł startu w październiku, właśnie w Gdańsku na dystansie półmaratonu. Do zapisania się akurat na tą imprezę zachęcił mnie fakt, że organizatorem była m. in. firma Labosport Polska, która ma duże doświadczenie w organizowaniu imprez sportowych, a także to, że była to trasa z atestem. Nie wspominając już o tym, że w miarę blisko Olsztyna, a dzięki koledze Pawłowi, który odebrał mój pakiet, nie musiałam jechać dzień wcześniej. ;)
Tak więc wraz z początkiem września postanowiłam mocno skupić się na treningu biegowym, mając w planach start w Gdańsku. Poza tym wiadomo, bieganie - moja pięta Achillesa i tak dalej, więc trochę pracy nad poprawą wyników się przyda. ;)

Z Michałem i Paweł po starcie :)
 
W drodze do mojego małego, osobistego sukcesu w Gdańsku, miały się pojawić także starty kontrolno-treningowe w Olsztynie. Pierwszym z nich był Półmaraton Jakubowy. Założenia do tego startu były proste - powtórzyć lub lekko poprawić wynik z debiutu w Warszawie z marca 2015, czyli pobiec w okolicach 1:50-1:49. Z ogromnym wsparciem znajomych kibiców (zawsze podkreślam, że uwielbiam startować w swoim rodzinnym mieście :) ), a przede wszystkim ze wsparciem Huberta, który sam z siebie, z własnej nie przymuszonej woli przebiegł ze mną niemal cały dystans, za co mu bardzo serdecznie dziękuję, udało się osiągnąć czas 1:49:19 i zrobić przy okazji tak zwany Personal Best. :) Biorąc pod uwagę fakt, że trasa Półmaratonu Jakubowego ni należała, do najłatwiejszych wynik ten stanowił dobry prognostyk prze startem A w Gdańsku. Tydzień po półmaratonie w Olsztynie odbywała się także czwarta edycja Biegowego Pucharu Olsztyna na 5 km. Mając w nogach jeszcze mocny start na 21,097 km, z pełną świadomością, że mój wynik na mecie może nie być powodem do fajerwerków, wystartowałam w tym biegu z czasem lekko powyżej 24 minut. Najgorszy wynik na 5 km w życiu, a zmęczona byłam bardziej niż po półmaratonie. Byłam wściekła, jednak w głębi duszy miałam nadzieję, że miesiąc później będzie tylko lepiej i moje cierpienie na tym biegu nie poszło na marne. :) Kolejnym treningiem metodą startową była też "piątka" w ramach BPO, lecz tym razem tydzień przed najważniejszym startem, czyli w momencie, kiedy teoretycznie forma powinna powoli już zacząć rosnąć. Pobiegłam minutę szybciej niż na wspomnianej wcześniej poprzedniej edycji Biegowego Pucharu Olsztyna, jakieś 8 sekund gorzej od "życiówki". Po tych wszystkich startach kontrolnych i po solidnie przepracowanym mikrocyklu treningowym czułam, że stać mnie na dobry wynik. Po Półmaratonie Jakubowym pomyślałam, że wynik 1:47:30 w Gdańsku będzie w pełni satysfakcjonujący. Jednak sercem czułam, że czas 1:45:30 jest w moim zasięgu i jeśli wszystko będzie szło zgodnie z planem, może się to udać. W dniu startu przed wyjazdem z domu czułam się całkiem dobrze. Jednak czasem pierwsze wrażenie, zaraz po wstaniu z łóżka jest bardzo złudne i mylne. Miałam pewne obawy, czy moje nogi są wystarczająco wypoczęte. Dzień wcześniej, mimo że w kompresji, byłam prawie cały dzień w pracy na stojąco. Co prawda nie pierwszy raz zdarza mi się startować nie do końca oszczędzając nogi dzień przed zawodami, ale zawsze jest jakaś taka lekka doza niepewności, jak to będzie podczas biegu i rozmyślania, jakby to było, gdybym jednak dzień wcześniej miała wolne. Jednak takie jest życie i trzeba umieć godzić różne obowiązki, a nie szukać wymówek. :)

Start! :)

Start biegu zaplanowany był na godzinę 10:00. Dobra pora, bo po powrocie mogłam spokojnie jeszcze zdążyć na drugą zmianę do pracy i oczywiście pójść na wybory. Na starcie wraz z Sebą i Michałem ustawiliśmy się w strefie 1:30:00-1:50:00, tak więc na początku wyścigu byliśmy głównie mijani. ;) Plan na wyścig był taki, aby na każdej "piątce" się rozpędzać. W końcu ruszyliśmy! Początek był bardzo przyjemny, tempo było równe, zgodnie z założeniami. Ukształtowanie trenu również było w porządku, czasem trochę pod górkę, czasem lekko z górki, generalnie cały czas lecieliśmy do przodu. :) Kolejno mijaliśmy wszystkie punkty kontrolne lekko się rozpędzając. Biegnąc, miałam jednak bez przerwy w myślach podbieg na 19 kilometrze, o którym tylko słyszałam od paru osób przed biegiem. Nie miałam pojęcia, jaki jest długi, ani jak mocny. Cały czas myślałam, na ile mogę sobie pozwolić rozpędzając się przez cały dystans, żeby zachować wystarczający zapas sił właśnie na ten moment i móc jeszcze przyspieszyć przed samą metą. Kolejne kilometry na zegarku mijały, a ja czułam, że coraz bardziej zbliżam się do "swojej chwili prawdy". Biegnąc na 17, 18 kilometrze mówiłam już tylko sama do siebie "Dajcie mi w końcu ten podbieg, dajcie mi go!". Swoją drogą, dziwne ma człowiek myśli właśnie na tym etapie wyścigu. ;) W końcu pojawił się i on. Na horyzoncie już widać było stadion, a obok stadionu była przecież meta na Amber Expo. Zaczął się podbieg i nagle w głowie zaczęłam widzieć wszystkie swoje końcówki treningów, które często kończyłam właśnie podbiegami. To było właśnie to. Jednak tym razem czułam, że wcale nie słabnę! Naprawdę czułam, że "mam tą moc"! Co jakiś czas słyszałam tylko, jak Seba krzyczał do mnie, że jest super i że jest ze mnie bardzo dumny. Wtedy wiedziałam już, że mogę złamać 1:45:00! Radość przeplatała się na zmianę z rosnącym zmęczeniem, jednak teraz, 1,5 km przed metą liczyło się już tylko to, aby w miarę możliwości móc jeszcze zafiniszować i złamać te 1:45:00 jak najwięcej się da. Ostatniego kilometra właściwie nie pamiętam. Później były już tylko długi, niebieski dywan i pomarańczowa brama i META! :) Od tamtej chwili mój rekord życiowy na dystansie półmaratonu wynosi 1:44:27. :) Poprawa od marca do października o ponad 6 minut. :) Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że to żaden wynik i że jest jeszcze z czego schodzić. Jednak dla mnie, jako osoby, która biega właściwie od roku, a wcześniej wręcz nie cierpiała biegać, jest to rekord. Ale jak to mówią, apetyt rośnie w miarę jedzenia, tak więc za rok na pewno tu ponownie wystartuję z nowym planem i oby ponownie z nowym rekordem życiowym. :)
 

piątek, 14 sierpnia 2015

Herbalife Triathlon Gdynia



fot. maratomania.pl
Herbalife Triathlon Gdynia, to z pewnością jedna z tych imprez triathlonowych, na którą właściwie "jadą wszyscy". Mój start na sprincie, który był wyścigiem towarzyszącym najważniejszemu dystansowi 70.3, był pierwszym w tak dużej imprezie (nie licząc Euco Susz Triathlon).
Rano, w dniu startu wszystko wydawało się iść zgodnie z planem. Start zaplanowany był w samo południe. Termometry pokazywały temperaturę grubo powyżej 30 stopni. W mojej "fali" startować miały wszystkie kobiety, sztafety oraz mężczyźni 40+. Byłam pozytywnie nastawiona do tego startu. Po odniesionej tydzień wcześniej porażce w Strawczynie byłam pewna, że tym razem będzie dobrze. Przed samym startem odnalazłam w tłumie Gosię Szczerbińską, więc na starcie postanowiłam się ustawić razem z nią. Zawsze czuję się nieco pewniej, gdy przed wyścigiem widzę obok kogoś znajomego, żeby w razie czego jeszcze się o coś podpytać. ;) Niestety początkowe problemy z chipem po starcie nieco spowolniły moje pływanie. Po wystrzale, kiedy wszyscy już wbiegali do wody, ja po zrobieniu kilku kroków musiałam się zatrzymać, aby zdjąć i jeszcze raz założyć chip pomiarowy. Mimo to, udało mi się wyjść z wody na drugiej pozycji w naszej "drugiej fali", ustępując tylko znakomitemu pływakowi Sebastianowi Karasiowi, który wspierał swoją drużynę w sztafecie.
Jednak kiedy wybiegałam z wody, zauważyłam brak chipa na swojej nodze. Jak się zatem okazało, niepotrzebnie traciłam czas na początku, bo i tak w rezultacie musiałam nadłożyć drogi między plażą, a strefą zmian zahaczając o sędziego, któremu będę mogła zgłosić ten fakt. Wszystko to zdawało się trwać wieczność. W końcu jakoś udało się dobiec do roweru, choć nie wiem czy moja strata wynosiła 30 sekund czy dwie minuty. Człowiek w takich chwilach nie myśli, a z relacji znajomych też ciężko było cokolwiek ustalić. Sam rower był już dla mnie przyjemnością. Właściwie wszystko było, tak jak być powinno, bez większych zastrzeżeń. Jednak jeśli gdzieś miał mnie złapać kryzys, to wiedziałam, że będzie to bieg. Moja najsłabsza dyscyplina + nabite łydki + wszechobecny skwar nie wróżyły nic dobrego. Ze strefy zmian wybiegłam dosłownie jak połamana. Dopiero w połowie odcinka biegowego, po strefie z wodą, zaczęło mi się jakoś normalnie biec, jednak średnie tempo z biegu zdecydowanie najwolniejsze ze wszystkich moich triathlonowych startów. Ostatecznie wyścig zakończyłam jako 10 wśród kobiet i 5 w swojej kategorii wiekowej.




Jednak to, co najważniejsze, po co tak naprawdę przyjechaliśmy, miało się wydarzyć dopiero następnego dnia. Tak zwana "połówka" w Gdyni, na której startować miał Sebastian i spora część ekipy TriNEGU, gdzie dla większości była to najważniejsza impreza triathlonowa w tym sezonie. Dla Seby cel był jeden: jak najlepszy czas, rywalizacja z zawodnikami z kategorii PRO i pierwsze miejsce w swojej kategorii wiekowej 18-24, co dawało slot na Mistrzostwa Świata 2016 Age Grouperów (amatorów) w Australii. I udało się! :) Cel został osiągnięty. Jak na panujące warunki atmosferyczne (silny wiatr na rowerze i duchota na biegu) i na swoją dyspozycję (czwarta "połówka" w tym sezonie i ogólnie duża liczba startów, co skutkowało dużym "zmęczeniem materiału"), to Sebastian osiągnął naprawdę fantastyczny wynik, co pozwoliło mu na uplasowanie się na 9 pozycji wśród wszystkich zawodników, także tych z kategorii PRO. :) Miłą niespodzianką okazała się też nagroda specjalna od jednego ze sponsorów, za najszybsze strefy zmian. :)
Jestem naprawdę mega, mega dumna, co powtarzam z resztą na każdym kroku i zawsze będę, bo wierzę, że to dopiero początek tej wspaniałej przygody. Jednocześnie cieszę się, że mam obok siebie taki wzór, do którego mogę dążyć. :) <3






poniedziałek, 13 lipca 2015

Garmin Iron Triathlon 1/8 IM Stężyca 2015

Wreszcie znalazłam czas, aby kupić od organizatora swoje zdjęcia z zawodów w Stężycy. Tak więc parę słów na temat mojego startu.
Była to kolejna, przedostatnia już edycja z cyklu Garmin Iron Triathlon. Tym razem zawitaliśmy na Kaszuby. Upał, duchota, skwar, czyli to co wszędzie w całej Polsce. Było ciężko. Ten, kto tego dnia wyszedł choć na chwilę z domu, dobrze wie, o czym mówię. :) Ja, podobnie jak podczas innych edycji Garmina, stratowałam na dystansie 1/8 IM (0,475 km pływania-22,5 km roweru-5,25 km biegu). Miałam okazję pościgać się m.in. z Małgorzatą Szczerbińską, która kilka dni później została Mistrzynią Europy na dystansie sprinterskim. Mi ostatecznie w Stężycy udało się zająć 3 miejsce wśród kobiet w klasyfikacji OPEN. Gdyby nagrody się dublowały, to "pudło" w kategorii wiekowej wyglądałoby tak samo. ;)
Z części pływackiej jestem zadowolona. Ostatnie kilka startów pokazało, że jestem w stanie utrzymać w miarę wysoki poziom, pomimo, że na trening pływacki poświęcam najmniej czasu.
Rower: bardzo pozytywne zaskoczenie. Po niezbyt zadowalającym czasie z roweru na zawodach w Suszu (tydzień wcześniej), wynik ze Stężycy uważam za bardzo wartościowy. Średnia prędkość jak na razie najwyższa spośród wszystkich startów. Trasa prosta, i co dla mnie ważne, bez dużej ilości zakrętów, kostek brukowych, leżących policjantów itp. Było za to kilka niezłych podjazdów na końcówce.
Bieg: trasa niezbyt szybka, kręta, a jednak udało się pobiec w miarę dobry wynik. :) Organizatorzy postarali się, jak mogli. Było to co zawsze, czyli woda i izotonik, ale były także gąbki nasączone wodą, kostki lodu i kurtyna wodna. Jednak najfajniejszy był mały, dmuchany basenik na mecie z zimną wodą, do którego można było wejść. :)
Zawody w Stężycy zaliczam do tych jednych z lepszych w moim wykonaniu, choć nie było ich jeszcze tak dużo. A już za kilka dni ostatni start z tego cyklu, tym razem w Gołdapi.
 

 
 












wtorek, 19 maja 2015

Elemental Triathlon Olsztyn, czyli debiut w triathlonie

Pierwszy start w triathlonie zaliczony. Na jaką ocenę? Ciężko powiedzieć. Na pewno nie wszystko poszło tak, jakbym sobie to wymarzyła. Zaczynając od czynników zupełnie niezależnych ode mnie, takich jak pogoda, za czym szło skrócenie trasy pływackiej o połowę, poprzez nie zrealizowanie kilku podstawowych założeń, jak np. zjedzenie żela energetycznego na rowerze, kończąc na sytuacjach, których się zupełnie nie spodziewałam (kłopoty z przerzutkami na rowerze).
Czy było zatem coś pozytywnego? Na pewno to, że udało mi się wyjść z wody jako pierwsza kobieta i ogólnie pierwsza osoba z tak zwanej "drugiej fali". Naprawdę żałuję, że zostało skrócone pływanie (tak, wiem, jestem w mniejszości), ale tak jak wspomniałam wcześniej, nie zależało to ode mnie.
Ogólnie cieszę się, że w ogóle ukończyłam ten triathlon. Z początku nie byłam zadowolona z tego startu. Jednak po dwóch dniach analizy sytuacji "na chłodno", myślę, że jak na debiut było całkiem przyzwoicie. Trener stwierdził, że jeżeli dałam radę ukończyć swój pierwszy wyścig w takich warunkach (zimna woda, duża fala, bardzo silny wiatr), to teraz będzie już tylko lepiej. I tego się teraz trzymam. Kolejny start już za kilka dni, bo w Piasecznie na 1/8 Garmin Iron Triathlon.
Podsumowując, na niepełnym dystansie olimpijskim zajęłam 7 miejsce w klasyfikacji OPEN wśród kobiet i 2 miejsce w swojej kategorii wiekowej.

P. S. Mój Trener, a jednocześnie Najukochańszy Chłopak zajął 1 miejsce w klasyfikacji OPEN na tym samym dystansie :) Kochanie, gratuluję jeszcze raz :) :*

fot. A. Walaugo (She's Fit)

fot. A. Walaugo (She's Fit)

fot. A. Walaugo (She's Fit)

fot. G. Marek

fot. A. Walaugo (She's Fit)

fot. A. Walaugo (She's Fit)

fot. A. Walaugo (She's Fit)

fot. A. Walaugo (She's Fit)

fot. A. Walaugo (She's Fit)
fot. E. Chodyna
fot. E. Chodyna
fot. J. Chodyna
fot. J. Chodyna

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Biegowy Puchar Olsztyna 5 km - Edycja #1

Plakat promujący akcję Olsztyn Biega.
Od lewej: Wiktor Walaugo, Anna Walaugo, Monika Chodyna, Sebastian Najmowicz, Paweł Najmowicz, Patrycja Kościesza, Agnieszka Rogulska-Słomińska, Paweł Pszczółkowski.
Fot. Radosław Walaugo.
Wczoraj odbyła się pierwsza edycja Biegowego Pucharu Olsztyna na 5 km, gdzie miałam okazję zadebiutować właśnie na tym dystansie. Dwa tygodnie po pierwszym półmaratonie nie czułam się jeszcze w optymalnej dyspozycji, szczególnie że bieganie na 5 km, a na 21,097 km to dwie zupełnie inne bajki. No ale jako że postanowiłam sobie już wcześniej, że wystartuje, to przecież nie odpuszczę ;) Czas jaki uzyskałam, to 23:46. Jak na debiut i cykl treningowy, w jakim jestem obecnie, to chyba ok. Nie było jeszcze przecież treningów szybkościowych i siły biegowej. Sam bieg był dla mnie straszny, ale nie chcę się nad tym rozwodzić, bo tak jak wspomniałam wcześniej, to nie jest jeszcze ten moment, w którym powinnam powiedzieć, że biegło mi się lekko, przyjemnie i jestem zadowolona ze swojego wyniku.
Sama atmosfera imprezy jak najbardziej była pozytywna. :) Pogoda i frekwencja dopisały. Na starcie obecne były całe rodziny z dziećmi, czuć było w powietrzu unoszącą się energię :)
Kolejna edycja już 3 maja, tak więc rezerwujcie czas na majówkę, aby wspólnie spotkać się w Parku im. Janusza Kusocińskiego w Olsztynie. Do zobaczenia :)
Na koniec jeszcze kilka fotek od Ani Walaugo :)

Przed startem :)

Po pierwszej pętli...

Na szczęście już na mecie :)

Z Anią :)

niedziela, 29 marca 2015

AMPy i Półmaraton, czyli weekend w rozjadach


Weekend dobiega końca. Był on dla mnie bardzo intensywny pod względem startów i podróży. Ale po kolei...

Akademickie Mistrzostwa Polski w Pływaniu - Poznań

Po raz drugi raz z rzędu Termy Maltańskie miały okazję gościć ponad 800 studentów z 77 uczelni, którzy stanęli do rywalizacji o medale Akademickich Mistrzostw Polski. Zawody rozgrywane były przez sobotę i niedzielę, jednak ja, z racji tego, że w planach miałam także start w Półmaratonie, na pływalni startowałam tylko pierwszego dnia zawodów. W sumie na słupku startowych stanęłam 3 razy: indywidualnie na 100 m dowolnym w porannych eliminacjach (czas 1.01,91) oraz w finale B (czas 1.02,34) zajmując ostatecznie 15 miejsce OPEN i 9 w kategorii Uniwersytetów, a także w sztafecie 4x50 m stylem dowolnym, gdzie wraz z dziewczynami zajęłyśmy pechowe, 4 miejsce w klasyfikacji OPEN. Udało się jednak wywalczyć srebrny medal w klasyfikacji Uniwersytetów. Patrząc na wyniki uzyskane w chwili obecnej i w roku ubiegłym, widać lekki regres. Jednak nie da się ukryć, że przez ostatni rok sposób mojego trenowania radykalnie się zmienił. Rok temu nie przeszłoby mi nawet przez myśl, że będę przygotowywać się do startów w triathlonie i... Że przebiegnę np. półmaraton w Warszawie.



10. PZU Półmaraton - Warszawa

Zaraz po zakończonych finałach na pływalni w Poznaniu wsiadłam w pociąg i wyruszyłam w podróż do Warszawy na wspomniany wcześniej Półmaraton. Start w tych zawodach zdecydowałam się ostatecznie dwa tygodnie przed. Treningowo absolutnie nie czułam się przygotowana do tego dystansu. Nie wiedziałam też, jak starty z poprzedniego dnia i dwa dni w podróży wpłyną na moją dyspozycję. Dlaczego zatem zdecydowałam się wystartować? Uznałam, że może to być dla mnie dobry sprawdzian przed startami w zawodach triathlonowych. Chciałam sprawdzić, jak potrafię radzić sobie z kryzysowymi momentami podczas wyścigu i jak znoszę "cierpienie" ;). Czas jaki uzyskałam, to 1:50:53. Niestety nie udało się zejść poniżej 1:50:00, jednak uważam, że jak na debiut nie tylko na tym dystansie, ale i ogólnie w zawodach biegowych, wynik ten jest całkiem przyzwoity. Jest nad czym pracować, jest z czego schodzić, jest motywacja do dalszej pracy, a to najważniejsze.
Gratuluję wszystkim startującym, a szczególnie mojemu Chłopakowi, który uplasował się na 42 miejscu OPEN z czasem 1:13:32 :) Jestem z Ciebie bardzo dumna :) <3

Delegacja Tri NEGU :) fot. R. Walaugo


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...